Z historii muzyki: UNLEASHED "Hell's Unleashed" (2002)
W roku 1997, po odbyciu trasy koncertowej promującej album "Warrior", Johnny Hedlund powiedział "DOŚĆ". Zespół UNLEASHED zniknął ze sceny na pięć lat... Grupa niewątpliwie stała się wówczas jedną z ofiar koniunktury muzycznej, która w drugiej połowie lat 90. XX wieku, była wyjątkowo niesprzyjająca dla klasycznego death metalu. Z drugiej zaś strony, kompania dowodzona przez Hedlunda sama przyczyniała się do "regresu" death metalu, z uporem trzymając się wyświechtanych muzycznych schematów. Wspomniany "Warrior" jest albumem nie tylko wtórnym, ale co chyba najgorsze, większość muzyki na nim zawartej, jest zupełnie pozbawiona energii. Tak jakby muzycy nagrali ją na siłę. I tak zapewne było – przecież zobowiązania kontraktowe potrafią być uciążliwym przymusem...
Przerwa w oficjalnej działalności okazała się zbawienna dla UNLEASHED. Gdy powrócili na scenę, muzycy zespołu musieli być nieźle nabuzowani, wręcz "głodni krwi". Takie bowiem wrażenie odnosi się podczas słuchania "Hell's Unleashed". Powrotna płyta, wydana w roku 2002, aż kipi agresją i mocą - wystarczy posłuchać utworu tytułowego lub "Peace, Piece By Piece". Jednak pomimo tego, iż grupa bez oporów czerpała ze swojego muzycznego dziedzictwa, rzeczona płyta okazała się być zaskakująco zróżnicowana, a wielu momentach nawet brzmiała... nietypowo jak na klasyczny death metal. Przekonuje o tym już otwierające program albumu "Don't Want to Be Born". Zaś jeszcze większe zdziwienie podczas pierwszego seansu mogą wywołać takie utwory jak "Mrs. Minister", "Joy in the Sun", "Triggerman" czy "Made in Hell". Do tej kwestii odniósł się w jednym z wywiadów sam Johnny Hedlund: "Na nowej płycie jest nowa, lepsza energia, "Hell's Unleashed" jest o wiele bardziej urozmaicony, świeższy, bardziej dojrzały..." (cyt. za Thrash'em All nr 5/2002).
Reasumując – po ponad 20 latach od daty premiery, "Hell's Unleashed" pozostaje wyjątkową pozycją w bogatej dyskografii UNLEASHED. Może nie najlepszą – bo taka ocena zależy przecież w dużym stopniu od osobistych preferencji słuchacza – ale na pewno unikatową. Jak trafnie ujął to piszący dla wspomnianego Thrash'em All, Darek Kempny – album "tchnie czymś nowym, a wciąż wielce charakterystycznym dla dorobku tego zespołu".


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz