Słowem o muzyce: KING CRIMSON "In the Court of the Crimson King" (1969)
"Wobec tej płyty nie można być obojętnym. Do dziś zadziwia róznorodnością środków wyrazu i zmiennością nastrojów i melodii. Ukazuje bogactwo wyobraźni muzyków, którzy po mistrzowsku wpletli w poszczególne utwory ogromne ilości delikatnych ornamentów. Stała się ona wyznacznikiem nowej ery w muzyce rockowej. Stanowiła antidotum na skomercjalizowany rock lat 60." - cytat ten dobrze sumuje wnioski i obserwacje, które powtarzają się tak naprawdę w większości opracować poświęconych twórczości KING CRIMSON. Od dziesięcioleci już, ich debiutancki album, "In the Court of the Crimson King" uważany jest za jedno z arcydzieł rocka.
Na temat rzeczonego albumu napisano już tak wiele i w zasadzie wszystko, że od siebie mogę dodać jedynie, iż jest to moja ulubiona płyta grupy z pierwszego okresu działalności. Przy czym, mam tu na myśli okres z lat 1969 – 1974. By nie wdawać się niepotrzebnie w zbyt szczegółowe rozważania – moim zdaniem muzyka z tego krążka ma znaczącą przewagę nad kolejnymi wydawnictwami Karmazynowego Króla ze wskazanego przedziału czasowego. Muzyka na "In the Court of the Crimson King" jest wyjątkowo poukładana. Wszelakie eksperymenty muzyczne były tu jeszcze podporządkowane kwestii zasadniczej, za jaką uznano opracowanie dobrych kompozycji. Czyli takich, które łączyły wybujałe ambicje z przyswajalną melodyką, zestawiały fragmenty zaskakujące nowatorstwem z wpadającymi w ucho motywami. Taki stan rzeczy był wynikiem tego, że "In the Court..." było dziełem wyjątkowo zespołowym. Nie było wówczas jeszcze mowy o tym, żeby grający na gitarze Robert Fripp był niekwestionowanym liderem zespołu, nie miał on też monopolu na komponowanie. Co więcej, przy dwóch utworach z "In the Court..." naziwsko Fripp'a w ogóle się nie pojawia. Dla porządku, skład firmujący to wydawnictwo był następujący: Robert Fripp – gitary, Ian McDonald – saksofon, flet, klarnet, wibrafon, Greg lake – śpiew, gitara basowa, Michael Giles – perkusja i instrumenty perkusyjne. Oficjalnie, członkiem zespołu był rówież poeta Peter Sinfield – autor wyjątkowych, urzekających baśniową aurą tekstów.
Lecz wyjątkowość i poruszająca natura pierwszego dzieła KING CRIMSON to nie tylko wspaniała muzyka i niezwykłe teksty. Tym, co przynajmniej w czasach przedinternetowych, jako pierwsze przykuwało uwagę melomanów, była bez wątpienia uderzająca okładka "In the Court of the Crimson King". Jej autorem był Barry Godber, prywatnie przyjaciel Petera Sinfielda. W swojej pracy, twórca okładkowego malunku, jako model poglądowy wykorzystał podobno swoje własne odbicie widziane w lustrze. Można jedynie domniemywać, jak bogata i barwna musiała być jego wyobraźnia, która pozwoliła mu na tak artystyczne przetworzenie tego, co sam widział. Niestety, Godber zmarł niedługo po premierze "In the Court...", co pozbawiło nas możliwości obcowania z kolejnymi owocami jego pracy i talentu.
P.S. Wykorzystany na początku tekstu cytat pochodzi z wydanej w 1991 roku biografii zatytułowanej "KING CRIMOSN. Na dworze Karmazynowego Króla". Pozycja ta, której autorami są Beata Zawieja oraz Piotr Kosiński, wydana została nakładem Rock Serwis.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz