Z historii muzyki: PESTILENCE "Malleus Maleficarum" (1987)
Dawno, dawno temu, w czasach Złotej Ery Death Metalu, zespół PESTILENCE postrzegany był jako jedyny przedstawiciel holenderskiej sceny metalowej, który stał na równi z kapelami z U.S.A.
Początki PESTILENCE sięgają roku 1986. Już w roku następnym w ręce maniaków muzycznej extremy trafiły dwie kasety demo sygnowane przez młodych Holendrów: "Dysentery" i "The Penance". Rok 1988 przyniósł oficjalny debiut PESTILENCE - utwór "Hatred Within" zamieszczony został na opublikowanej nakładem Roadrunner Germany, składance "Teutonic Invasion Part II". Wspomniane nagranie spotkało się z tak przychylnym odzewem ze strony nabywców płyty, że włodarze Roadrunner zaoferowali PESTILENCE kontrakt płytowy. A wówczas takich ofert się nie odrzucało...
Pierwszym owocem rzeczonego kontraktu była wydany jeszcze w roku 1988 (!), pierwszy LP z logo PESTILENCE, czyli "Malleus Maleficarum". W historii sceny metalowej w Holandii byl to bez wątpienia istny kamień milowy. Owszem, już wcześniej w "podziemiu" krążyły extremalne demówki, lecz nikt nie nagrał w tym kraju tak porażająco mocnej płyty. Po prawdzie, nie jest łatwo ściśle zdefiniować dźwiękowy amalgamat, jaki na czarnej płycie uwiecznił ten kwartet. Z perspektywy minionych dziesięcioleci najbardziej właściwych określeniem wydaje się być "thrash-death". Ale przecież death metal, jako odrębna muzyka, wówczas dopiero zaczął się krystalizować... O muzyce z "Malleus Maleficarum" tak wypowiadał się Patrick Mameli: "W tych dniach słuchaliśmy sporo takich zespołów jak Infernal Majesty i Slayer. Ja byłem opętany przez Death i Possessed.". Pozostając w temacie omawianej płyty, warto przytoczyć jeszcze jeden fragment wypowiedzi Mamelego: "Chciałem uniknąć typowego brzmienia gitary i nagrać coś, co było tylko moje". Moim zdaniem, najbardziej ewidentnym dowodem na unikatowe ambicje wspomnianego muzyka jest niespełna dwuminutowa miniatura "Osculum Infame". Pozornie - niby nic specjalnego. Ot, na podkład gitary akustycznej nałożono niepokojące dźwięki wygrywane już na "elektryku" oraz... dźiwne dźwięki wygenerowane przy użyciu syntezatorów!. Wrażenie jednak potęguje fakt, iż naprawdę nie mogę sobie przypomnieć, żeby do 1988 roku jakiś inny zespół metalowy nagrał coś podobnego...
"Malleus Maleficarum" nagrane zostało w unikalnym składzie. Funkcję wokalisty pełnił Martin van Drunen. Na perkusji grał Marco Foddis. Wspomniany już Patrick Mameli zarejestrował partie gitary oraz basu. Drugim gitarzystą PESTILENCE był wówczas Randy Meinhard, który już wkrótce miał opuścić szeregi formacji, by stanąć na czele SCROSANCT. Na rzeczonej płycie zamieszczono łącznie 10 nagrań. Co warte podkreślenia w przypadku debiutantów - tylko jeden utwór pojawił się na wcześniej na taśmie demo - chodzi o "Cycle of Existence", które usłyszeć można było na kasecie "The Penance", wówczas jeszcze pod tytułem "Affectation". Za produkcję pełnowymiarowego debiutu PESTILENCE odpowiadał Kalle Trapp, w którego producenckim dossier można znaleźć takie nazwy jak ASSASSIN, BLIND GUARDIAN, DESTRUCTION, GRINDER, IRON ANGEL, SIEGES EVEN a nawet SAXON.
P.S. zdjęcie oraz cytat z wypowiedzi Patricka Mamelego pochodzą z wspaniałej publikacji "Streams of Ancient Wisdom. The History of Dutch Death and Extreme Metal", której autorem jest Steven Willems.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz