SŁOWEM O MUZYCE: TURBO "Dorosłe dzieci" (1983)
Doskonale zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi wskazałoby TSA jako pierwszy zespół heavy metalowy powstały w PRL. Tak naprawdę jednak opolanie przynajmniej wówczas grali bardziej hard rocka, jedynie flirtując z estetyką heavy metalu. W przypadku TURBO i ich muzycznych "...dzieci" sprawa była zgoła odwrotna – Wojciech Hoffmann z kolegami grali już pełnokrwisty heavy metal, spod którego powierzchni słychać było jeszcze gdzieniegdzie hard rockowe pozostałości...
Pierwszy utwór na rzeczonym krążku poznaniaków, "Szalony Ikar" już samym swoim otwarciem po dziś dzień powoduje szybsze bicie serca. Szybka gitarowa zagrywka, która momentalnie zdradza główną muzyczną inspirację Polaków – a był nią bez wątpienia zespół IRON MAIDEN. Cała kompozycja utrzymana jest w wyczynowym tempie, dodatkowo podkręconym przez perkusistę grającego na dwie stopy – Wojciech Anioła był chyba pierwszym metalowym muzykiem w naszym kraju, który użył tej techniki (przynajmniej na oficjalnie wydanej płycie). Utwór numer dwa. "Przegadane dni", swoimi częstymi i nagłymi zmianami tempa i rytmu dostarcza słuchaczom "rozrywki" przy każdym przesłuchaniu. Szczególne brawa należy w tym momencie skierować pod adresem basisty – Piotr Przybylski, pomimo młodego wieku (w momencie wydania płyty miał zaledwie 17 lat!), wykazał się zadziwiającą sprawnością techniczną. Zresztą, bas Przybylskiego jest dobrze słyszalny przez cały czas trwania płyty. Ten instrument w rękach tego młodego muzyka, spelniał nie tylko funkcję rytmiczną, ale również silnie zaznaczał się w sferze melodycznej – tak jak na przykład "W sobie", instrumentalnej balladzie. Użyte określenie brzmi niecodziennie? Ale jest po prostu stwierdzeniem faktu – ta kompozycja ma wyraźnie zarysowane "zwrotki" oraz refreny. Z tym, źe tekstu brak, a wokalistę zastąpili gitarzyści. Ciekawostką jest, że w nagraniu tym słychać klawiszowe "plamy".
Po bardzo dobrym otwarciu, następuje seria trzech najsłabszych utworów na "Dorosłych dzieciach". Numer 4 na albumie, "Ktoś zamienił", cierpi nie tylko z nieco infantylnego momentami tekstu, ale przede wszystkim przez ten nieznośny chórek z refrenach. Pozycja numer 5 – metalowa ballada "Pozorne życie", jest chyba odrobinę zbyt ckliwa, brakuje momentów mocniejszego "przyłożenia", pokazania muzycznego pazura. No i jeszcze ciekawy przypadek pod tytułem "Toczy się po linie". Długi i ciekawy instrumentalny wstęp (w ogóle – muzycznie ten utwór to wiele warta "rzecz"), którego potencjał niestety został roztrwoniony przez ponownie trochę irytujący tekst. W zwrotkach, wokalista Grzegorz Kupczyk brzmi jakby nieco się męczył. W ramach zadośćuczynienia, po raz pierwszy możemy tutaj usłyszeć jego ponadprzeciętne możliwości wokalne, gdy naszą uwagę przykuwają jego krótkie zaśpiewy utrzymane w wyższych rejestrach.
No i na koniec mamy trzy świetne utwory pod rząd. Dynamiczne i żwawo zagrane "Nie znaczysz nic", brzmi Maidenami na kilometr. Ale w Polsce tak wówczas nie grał nikt inny! Masywne "mówili kiedyś" oparte jest na riffie o hard rockowym rodowodzie, ale podanym z prawdziwie metalową mocą. No i na koniec perła, klejnot koronny całego dorobku TURBO, czyli utwór tytułowy omawianej płyty. Z pozoru, "Dorosłe dzieci" mogę się jawić jako ballada. Lecz naprawdę jest to hymn – utwór trwa ponad 7 minut, muzyka pełna jest zadumy, lecz jednocześnie ma w sobie podniosłość... Dźwięki okraszono jednym z najlepszych w historii polskiej muzyki rockowej tekstem, celnie obrazującym odczucia znaczących mas obywateli Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej... Niesamowitego smaku dodaje tej kompozycji grany na gitarze basowej motyw. To już klasyka – a reszta jest milczeniem...
W tym moim (zapewne) przydługim tekście wymieniłem juz kilka nazwiska, ale dla porządku podsumujmy – album "Dorosłe dzieci" nagrany został w składzie: Wojciech Hoffmann i Andrzej Łysów – gitary, Piotr Przybylski – bas, Wojciech Anioła – perkusja, Grzegorz Kupczyk – śpiew i instrumenty klawiszowe. Ostatni z wymienionych zaśpiewał na tej płycie bardzo...nietypowo jak na siebie. Jego wokale są dosyć spokojne, oprócz dosłownie kilku momentów, nie ma mowy o jakichkolwiek uniesieniach. Sama barwa głosu Kupczyka jest inna niż na późniejszych płytach TURBO – śpiewa jakby w niższym rejestrze, "ciemniejszym głosem". Czyżby efekt tak znanej fascynacji polskiego wokalisty osobą Davida Coverdale'a? Materiał na płytę nagrywano w Lipcu, Wrześniu i Listopadzie 1982 roku, w studiu Polskiego Radia w Szczecinie. Za produkcję odpowiadał Janusz Maślak.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz