SŁOWEM O MUZYCE: MAANAM "Maanam" (1981)

 



No dobrze, pozwolę sobie od razu na kilka mocno emocjonalnych zdań: pierwszy album zespołu MAANAM to płyta-pomnik. Bez niej historia muzyki rockowej w Polsce wyglądałaby na pewno inaczej, a być może i w ogóle nie byłoby tego pamiętnego "boomu" popularności rocka w latach 80tych...

... ale jak to często u mnie bywa, i tym razem nie obejdzie się bez zwyczajowego "...ale po kolei". Filarem, wokół którego zaczęła się tworzyć tkanka tego, co później miało się stać zespołem MAANAM, był uduchowiony (niekoniecznie religijny) gitarzysta, Marek Jackowski. Jego przygoda z muzyką rozpoczęła się już w latach 60tych. W siódmej dekadzie XX wieku zagrał m.in. na legendarnym "Korowodzie" Marka Grechuty, był także współtwórcą grupy OSJAN. W 1974 roku (lub kolejnym – źródła podają różne daty), wraz z Milo Kurtisem powołał do życia Sensacyjną Grupę Okazjonalną, która okazała się być zalążkiem późniejszego MAANAM'u. W roku 1976 artystyczną współpracę z Jackowskim podjęła jegó ówczesna małżonka, Olga Jackowska. Gdyby ktoś nie kojarzył – była Ona o wiele lepiej znana pod pseudonimem"Kora". Gdy Milo Kurtis podążył swoją własną artystyczną ścieżką, jego wakat zajął John Porter, z wyboru Polak – z urodzenia Walijczyk. Tercet Jackowski – Kora – Porter zaczął działać pod nazwą "Maanam Elektryczny Prysznic"...

W tym momencie przeskakujemy w czasie do dosłownie brzemiennego w skutkach występu zespołu MAANAM na festiwalu w Opolu w roku 1980. Grupa zagrała wówczas utwory "Boskie Buenos", "Żądza pieniądza" oraz na bis... ponownie "Boskie Buenos". Po tym występie, który przez przesady oglądała większość Polaków (bo przecież w tamtych czasach, w telewizji wszyscy oglądali to samo), nic już w Polsce nie było takie samo. Oczywiście, już wcześniej istniały w PRL popularne zespoły rockowe, by wymienić chociażby takie nazwy jak: BUDKA SUFLERA, SBB, KLAN, EXODUS. Czesław Niemen zdążył przesunąć granice rockowego grania mocno na pozycje natchnionej jazzem awangardy czy elektroniki. Ale MAANAM to było absolutne novum. W dużej mierze właśnie przez osobę wspomnianej już "Kory". Bo na widzach i słuchaczach wrażenie zrobił nie tylko jej wokal (o którym kilka słów jeszcze później), ale również wygląd. Swoją aparycją, Kora zerwała z jedyną dotychczas słuszną prezencją polskich wokalistek – szansonistek.

Na fali popularności zdobytej w Opolu, muzycy MAANAM przystąpili do rejestracji materiału na swój pierwszy album. Na program płyty, której niepotrzebny był nawet tytuł, złożyło się 9 wspaniałych utworów. Już pierwszy z nich, zatytułowany enigmatycznie "Stoję, stoję" daje dobre pojęcie na temat muzycznej osobowości zespołu. Słychać, że odrobiono lekcję na temat punk rocka – muzyka jest do pewnego stopnia surowa i programowo prosta, choć... tak naprawdę punkowa rewolucja została tutaj przefiltrowana przez bardziej artystowskie podłoże muzyczne Jackowskiego. Rzeczona prostota nie ma bowiem nic wspólnego z prostactwem - wartości rytmiczne partii granych przez instrumentalistów są raczej wymagające. Nie pogardzono także wpadającymi w ucho melodiami. Zamiłowanie do dobrych melodii jest jeszcze bardziej ewidentne w piosence "Boskie Buenos", które jest ni mniej ni więcej, tylko skrojone na przebój. Nie ma jednak mowy o pójściu w jakiś muzyczny banał. Po dwóch bardzo dynamicznych "kawałkach", przychodzi czas na dwa momenty uspokojenia – najpierw nostalgiczne "Biegnij razem ze mną", w którym gościnnie zagrał na saksofonie Zbigniew Namysłowski. Następna w kolejce jest jeszcze bardziej wyciszona, a wręcz melancholijna, "Miłość jest cudowna". To utwór instrumentalny, zbudowany jedynie z partii gitarowych – brak tutaj perkusji, co dodatkowo wzmacnia oniryczną atmosferę. W podobnym tonie utrzymany jest przedostatni na płycie, "Szał niebieskich ciał", który snuje się leniwie i sennie przez blisko osiem minut. Mam wrażenie, że tymi trzema kompozycjami Jackowski w swoisty sposób nawiązał do swoich wcześniejszych doświadczeń artystycznych...

Nawiązanie do czasów przeszłych pojawiło się również w tekście "Żądzy pieniądza" – Kora w pewnym momencie śpiewa o "elektrycznym prysznicu...". Muzycznie, "Żądza pieniądza", oraz pozostałe utwory z płyty, czyli "Karuzela marzeń", "Szare miraże", czy zwłaszcza "Oddech szczura" to utwory dynamiczne, nawet gwałtowne (tu mam na myśli "...szczura"), ale zawsze melodyjne. Ostatni z wymienionych jest prawdziwym "tour de force" omawianej płyty. Utwór ten niezaprzeczalnie wywiedziony jest z estetyki punk rockowej – bazą całości jest prosty i szybko nabijany przez perkusistę rytm. Na tej podstawie, bardzo aktywny tutaj basista, wygrywa na swoim instrumencie prawdziwą galopadę nut. Ale ich wszystkich i tak przebiła Kora, dając popis swoich możliwości wokalnych – zaśpiewać tak szybko, z tak nienaganną dykcją, to już poziom mistrzowski. Ciekawostką jest fakt, że pod koniec nagrania Kora się pomyliła – postanowiono jednak zachować tę pomyłkę dla potomności. Może właśnie w imię nawiązania do punkowych ideałów bycia szczerym i prawdziwym w muzyce? Przecież nawet tekst "Oddechu szczura" podobno traktuje o punkowcach...

Jeszcze słów kilka o śpiewie Olgi Jackowskiej. W tamtym okresie stawiała ona przede wszystkim na wokal bardzo dynamiczny, ostry, niekiedy nawet przechodzący w agresywny krzyk (fragmenty "Karuzeli marzeń"). Nie stanowiło dla niej problemu śpiewanie z marzycielską nonszalancją (vide "Szał niebieskich ciał"). Dobrze czuła się zarówno w szybkim "wypluwaniu" wyrazów, jak i w bardziej wymagającym rozciąganiu frazy. Co do jej tekstów – celowo nie poruszam tego tematu w tym opracowaniu, bowiem liryki Kory zasługują na osobne opracowanie.

I na koniec koniecznie kilka kwestii technicznych – utwory na płytę nagrane zostały w składzie: Olga "Kora" Jackowska – śpiew i teksty, Marek Jackowski – gitary (oficjalnie był autorem całej muzyki), Ryszard Olesiński – gitara solowa. Brat tego ostatniego, Krzysztof Olesiński, gościnnie zagrał na gitarze basowej. W sesjach nagraniowych wzięło udział aż dwóch perkusistów – Ryszard Kupidura zagrał w "Boskie Buenos", "Biegnij razem ze mną", "Żądzy pieniądza" oraz "Szarych mirażach". W pozostałych nagraniach słyszymy grę Pawła Markowskiego. Za produkcję odpowiadał Andrzej Poniatowski, który wiele lat wcześniej był członkiem uznanego zespołu KLAN. Muzycy MAANAM byli bardzo zadowoleni z pracy jaką wykonał Poniatowski, lecz w tym momencie muszę zgłosić moje małe weto – za każdym razem, kiedy słucham tej płyty, spokoju nie daje mi myśl, że gitary powinny brzmieć mocniej, mieć prawdziwie rockowy "pazur" i uderzenie... No ale poza tym nie mam więcej zastrzeżeń, a jedynie same zachwyty...

Komentarze

Popularne posty