Ciekawe-Dobre-Niezwykłe, czyli C.D.N., cz.5: sukcesy, porażki, zaskoczenia i schematy oraz muzyczne drogowskazy...


W roku 1968, niewiele ciekawego "działo" się w polskiej muzyce około-rockowej. Pomijając nadal licznie wydawane single i EP'ki, płyty długogrające można by było policzyć na palcach dwóch rąk. I tak na przykład, Polskie Nagrania wypuściły na rynek drugi album Czesława Niemena, "Sukces". Niewątpliwie, muzyczne propozycje Niemena mocno wyróżniały się na tle konkurencji. Przede wszystkim, próżno doszukiwać się tu swojskiego "bigbitu". Niemen musiał być wówczas mocno zasłuchany w nagrania z kręgu rhythm&bluesa - specyficzna rytmika, bardzo duża rola instrumentów dętych w całości brzmienia, no i oczywiście wyjątkowa ekspresja wokalna. Czesław Niemen szybko się rozwijał, wchodził na nowe, wyższe poziomy artyzmu, czerpiąc przy tym z oryginalnych wzorców – zdaje się, że w okresie tworzenia "Sukcesu", spędzał sporo czasu wsłuchując się w nagrania Raya Charles'a czy James'a Browne'a . Z perspektywy minionych dziesięcioleci, z programu płyty "Sukces" najbardziej wartościowe wydają się następujące utwory: dynamiczne "Płonąca stodoła", "Włóczęga" oraz "Niepotrzebni", zachwycający popisowymi zaśpiewami Niemena, "Spiżowy krzyk", który był kolejnym protest-songiem w dorobku artysty. I nie można oczywiście pominąć songu "Allilah", która chyba trochę przypadkowo, stała się zapowiedzią niektórych z przyszłych poszukiwań Czesława Niemena.
Głęboko w muzycznych schematach, które notabene sami tworzyli, tkwili za to muzycy zespołu CZERWONE GITARY. Sygnowana logo Polskich Nagrań, płyta "3" przyniosła co prawda kilka bardziej "dojrzałych" utworów, naznaczonych piętnem osobowości Krzysztof Klenczona (zwłaszcza "My z XX wieku"), jednak w ujęciu całościowym, miłośnicy muzyki rockowej powinni raczej unikać tego albumu. Są tu bowiem takie radosne "potworki" jak chociażby "Takie ładne oczy", "Dozwolone do lat 18", rzewne "Kwiaty we włosach", czy kuriozalna "Ballada pasterska"...
Muzycznym kuriozum była również płyta zatytułowana "Msza beatowa – Pan przyjacielem moim". Formalnie była firmowana przez zespół CZERWONO-CZARNI, lecz główną pomysłodawczynią, nadającą ton całemu przedsięwzięciu, była w tym przypadku Katarzyna Gärtner. Jeżeli chodzi o stronę muzyczną, to jest tu kilka ciekawszych fragmentów, jednak wszystko zostało pogrążone w "tematyce", na którą ja osobiście reaguję wręcz alergicznie. Co ciekawe, jeszcze w tym samym, tj. 1968 roku, CZERWONO-CZARNI opracowali materiał na kolejny swój album... a być może nawet dwa. Według strony Wikipedia, krążek zatytułowany "17.000.000" wydany został już w roku 1967. Informacje zamieszczone na portalu Discogs wskazują zaś jednoznacznie na rok 1968. Wątpliwości zaś nie ma co do zbioru zatytułowanego "Zakochani są sami na świecie" – obydwa wspomniane portale są zgodne, wskazując na wydanie w 1968 roku. Z tych trzech płyt długogrających, na odrobinę uwagi słuchacza zasługuje jedynie piosenka "Z dnia na dzień" – interesująca w warstwie muzycznej, jest jednak dosyć skutecznie rujnowana przez wiodących wokalistów, którymi byli tutaj Katarzyna Sobczyk i Henryk Fabian.
Na liście publikacji Polskich Nagrań z roku 1968 można było znaleźć również pierwszy album zespołu POLANIE, którego jednak nie było dane mi posłuchać. Tak więc w tym momencie chciałbym przejść do tego, co do zaoferowania w dziedzinie muzyki miała firma "Pronit". Pierwsza płyta długogrająca TRUBADURÓW, czyli "Krajobrazy", to po prostu muzyczny koszmar... Na drugim albumie SKALDÓW, zatytułowanym "Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał" można za to znaleźć dwa ciekawe utwory, które były drogowskazem na większe muzyczne ambicje braci Zielińskich i ich kolegów. Mam tu na myśli "Zapomniany młyn" i przede wszystkim "Zawołam na pomoc wszystkie ptaki". W drugim z wymienionych, największe wrażenie robi krótkie, lecz bardzo treściwe, instrumentalne interludium. Poza tym, uwagę przykuwają rytmicznie skomplikowane "przejścia", ciekawie rozpisana melodia wokalna, poetycki tekst... Doprawdy, jest czego posłuchać, choć to tylko niecałe 4 minuty muzyki.
Nakładem "Pronitu" wydana została również trzecia płyta NIEBIESKO-CZARNYCH, czyli "Mamy dla was kwiaty". Moja pierwszą myślą, gdy ujrzałem skrzącą się od kolorów, ujętych w charakterystyczne formy, było to, że psychodeliczna lekcja, jaką dał Polakom zespół BLACKOUT, nie poszła na marne. Niestety, nic z tego. Na zawartość muzyczną "Mamy dla was kwiaty" warto spuścić zasłonę milczenia. Wszystkie te utrzymane w radosnym nastroju "pioseneczki" mogą niestety co najwyżej przyprawić o niestrawność.
No i to tyle, jeżeli chodzi o rok 1968. Co przyniósł polskim melomanom, rozkochanym w "mocnych" dźwiękach, tak ważny w historii światowego rocka rok 1969? O tym już wkrótce...

Komentarze

Popularne posty