METALLICA "72 Seasons" (2023)
Przyszła w końcu kolej i na mnie, żeby przesłuchać najnowszy album zespołu METALLICA – "72 seasons"...
Po pierwsze – okładka jest iście koszmarna. Nawet jeżeli te wszystkie zamieszczone na niej elementy mają korespondować z treścią płyty, to i tak na pewno można było wykonać ten obrazek o wiele lepiej. Irytująca jest zwłaszcza barwa tła. Na pewno momentalnie przykuwa ono wzrok, ale ostatecznie raczej nie zachęca do wzięcia płyty w rękę...
Wiadomo jednak, że to nie okładka stanowi o prawdziwej sile płyty. Przejdźmy więc do muzyki. A ta jest... boleśnie nijaka. Tak, nie jest tak naprawdę zła, bo poza ostatnim utworem, pozostałe przesłuchałem bez uczucia bólu. Z tym, że większość nagrań zlewa się w jedną dźwiękową papkę, z której nie wiele "wychyla" się ponad przeciętność. To co słyszymy, to taki zmetalizowany hard rock. Bo ciężar niby metalowy, ale riffy niewiele mają wspólnego z tym gatunkiem. Jedyny utwór, na który bardziej zwróciłem uwagę, to "You Must Burn!", który momentami przywołuje miłe wspomnienia z "Sad But True". No i to tyle co można napisać o tak długo wyczekiwanym przez wielu albumie METALLIKI...
... zanim jednak skończę, chciałbym nawiązać do różnorakich opinii, które na temat omawianego albumu pojawiały się na Internecie tuż po jego premierze. A mianowicie do takich, których autorzy stali na stanowisku, że przecież po tylu latach działalności zespołu METALLICA, nie można od nich wymagać nie wiadomo czego, i że trzeba się cieszyć tym, co dostajemy. Otóż nie, żaden artysta nie powinien być traktowany w taki sposób. Dopóki tworzy po to, żeby swoje prace sprzedać publiczności / fanom, póty trzeba jego dzieła oceniać racjonalnie. A tym bardziej w tym przypadku, mając na uwadze, jak wiekopomne i ponadczasowe dzieła Hetfield i spółka nagrali w latach swojej młodości. W latach 80 XX wieku nagrywali kolejne krążki niejako z marszu. Teraz dysponowali komfortem czasu (upłynęło 7 lat od premiery "Hardwired...") oraz niewyobrażalnych dla zwykłego śmiertelnika funduszy. No i chyba w tych dwóch czynnikach leży problem. Ulrich, Hetfield, Hammett i Trujillo nic nie muszą. Tworzą i nagrywają kiedy chcą, w narzuconym przez samych siebie tempie pracy. Zapewne nie czują właściwie żadnej presji finansowej, ewentualnie taką, żeby zarobić dodatkowe miliony dolarów. I choć wypada oczywiście im przyklasnąć za to, że chciało im się poświęcić czas na skomponowanie 77 minut muzyki, to może jednak zwykła ludzka przyzwoitość powinna im podpowiedzieć, żeby dali sobie spokój? A jak Wy oceniacie "72 seasons"? Dajcie znać w komentarzach.
P.S. za koszmarną okładkę tej płyty odpowiedzialny jest David Turner.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz