JUDAS PRIEST "Painkiller" (1990) cz. 2
CZĘŚĆ DRUGA
Choć przeglądałem stare numery Thrash'em All kilkukrotnie, nie znalazłem recenzji "Painkiller". Być może JUDAS PRIEST był uznawany przez twórców wspomnianego periodyku za zbyt mainstreamowy, żeby zainteresować się tym wydawnictwem... Polska edycja magazynu METAL HAMMER zaczęła być wydawana pod sam koniec roku 1990, ale również i w tym piśmie na próżno szukać recenzji rzeczonej płyty. Podobnie w dedykowanym fanom muzyki rockowej TYLKO ROCK'u. Co prawda TR począł ukazywać się dopiero w 1991 roku, ale przecież na jego łamach często pisano o płytach wydanych nawet kilka miesięcy wcześniej. Prawdopodobnie recenzję "Painkiller" można było przeczytać w Magazynie Muzycznym, lecz ja niestety nie posiadam w swoich zbiorach numerów z tego okresu. Udało mi się natomiast wyszperać recenzję zamieszczoną w piśmie Rock'n'Roll, numer 12/90. Płyta została oceniona na 3 i pół "gwiazdki", czyli pomiędzy "może być" a "dobra". Autor recenzji, Krzysztof Wacławiak, stwierdził że: "Judas Priest zafunduje ci beznadziejne i kochane déjá vu (...) Zafunduje ci swe trademarkowe unisona gitar (...), niepowtarzalny, szponiasty, piekący wokal Halforda Drapieżcy, nowego perkusistę (...) nieznacznie przerastającego poprzednika (...) wyobraźnią i siłą, a także absolutnie anachroniczne teksty, tytułu i malunki na okładce (...)". Co więcej: "... Judas Priest nie ma w rękawie nic nowego. Obstaje przy tradycyjnych obiegnikach, które kseruje we wspaniale wyposażonej powielarce. Nad wyraz kompetentnie i rutyniarsko."
W numerze 8 z roku 1994, we wspomnianym już TYLKO ROCK, zamieszczono wkładkę poświęconą zespołowi JUDAS PRIEST. Igor Stefanowicz dał "Painkiller" 3 gwiazdki na 5 możliwych, co oznaczało, że albumu "warto posłuchać". Pozwolę sobie przytoczyć swoiste podsumowanie tej pisemnej wypowiedzi Stefanowicza, który stwierdził iż: "Tak naprawdę nie mam ochoty słuchać tej płyty powtórnie. Może Judas trochę przesadził – niektóre kompozycje mają po sześć minut. A może to pomyłka, to całe pójście z duchem czasów?". Kolejna wkładkę poświęconą Judasom mozna było znaleźć już w TERAZ ROCK'u. To był rok 2005, zupełnie inne czasu, płyta uzyskała maksymalną notę – 5 gwiazdek. Autor noty, Paweł Brzykcy skwitował sprawę zawartości "Painkiller" dosadnie: "Lata mijają, a wrażenie jest wciąż to samo: to wręcz niewiarygodne, jak bardzo udała im się ta płyta. Wszyscy bez wyjątku muzycy Judas Priest są na niej w życiowej formie". I jeszcze: "Nie ulega jednak wątpliwości, że Painkiller przede wszystkim stanowi esencję muzyki Judas Priest".
Jest pewne, że nagrywając "Painkiller", Rob Halford i jego koledzy podejmowali niemałe ryzyko. Musieli sobie zdawać sprawę, że przygotowali materiał, który dla wielu starych fanów może okazać się zbyt "brutalny", z kolei młodzież miała swoich nowych, jeszcze bardziej ekstremalnych bogów. I tak też, niewątpliwy sukces artystyczny nie przełożył się w pełni na sukces komercyjny – "Painkiller, wydany 22 września 1990 roku, dotarł do pozycji 26 zarówno w Stanach jak i Wielkiej Brytanii. Radził sobie jeszcze słabiej niż Ram It Down, utrzymując się na liście sprzedaży zaledwie przez dwa tygodnie" (cyt. za "Obrońcy wiary. Historia zespołu Judas Priest", autorstwa Neil'a Danielsa).
A jak Wy oceniacie "Painkiller"? Dajcie znać w komentarzach.
KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ
P.S. nie udało mi się ustalić, kto jest autorem wykorzystanego przez mnie zdjęcia. Jeżeli wiecie, dajcie znać.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz