METALLICA "Death Magnetic" (2008)
... jeden fakt jest bezsprzeczny i niezaprzeczalny – na "Death Magnetic" METALLICA wróciła do grania metalu. To jest plus. Przejdźmy teraz do minusów tego wydawnictwa. A niestety, trochę ich jest...
Pierwszym, co rzuca się w "uszy", jest brzmienie. Mocno wysunięta na "przód" perkusja, donośny, ale jednak suchy werbel. Tak samo suche, choć nie pozbawione mocy są ścieżki gitar. Przychodzą na myśl skojarzenia z "... And Justice For All", prawda? Jednakże pomiędzy wspomnianym albumem z 1988, a "Death Magnetic" jest różnica kilku klas, na niekorzyść drugiej z wymienionych. Tutaj wszystko brzmi bardzo surowo, bardziej jak nagranie demo (porządne, ale jednak demo), niż nagrania topowego, jakby nie było, zespołu...
Kolejną paralelą pomiędzy omawianym krążkiem, a "...And Justice..." jest konstrukcja utworów. Na "Death..." zamieszczono dziesięć nagrań, najkrótsze z nich trwa 5 minut, całość zamyka się w niecałych 75 minutach. Owszem, w każdym z utworów dzieje się całkiem sporo – muzycy bez wątpienia przysiedli i popracowali nad stroną kompozycyjną. Z tym, że mam wrażenie, że nie odrobili tego zadania do końca. Poszczególne utwory brzmią bowiem jakby były niedopracowane. Przejścia pomiędzy poszczególnymi fragmentami kompozycji, zmiany motywów, zmiany tempa są zazwyczaj zbyt gwałtowne. Tak jakby muzykom zabrakło już chęci do cyzelowania tego co stworzyli. A mowa tu o ludziach, którzy w młodości zachwycili metalowy świat chociażby niesamowitym "Orion"...
Na samym początku stwierdziłem, że "Death Magnetic" to płyta metalowa i tej opinii się trzymam. Na szczęście, tylko we fragmentach dwóch utworów ("The Day That Never Comes" i "The Unforgiven III") słychać odniesienia do tego, co zespół nagrywał na nieszczęsnym "Re-Load" – przesłodzone i kiepskie melodie, oraz utrzymane na podobnym poziomie zaśpiewy James'a Hetfielda. No właśnie, kolejnym sporym minusem jest w ogóle jest śpiew, jegi sposób artykulacji, który dosyć często nie licuje w ciężarem i mocą muzyki...
Reasumując – najlepszych utworem z całej "Death Magnetic" jest moim zdaniem "All Nightmare Long" - długi, ciekawie skonstruowany, sporo w nim zapadających w pamięć riffów, Hetfield też jakoś wyjątkowo się tutaj spiął i zaśpiewał z większym "pazurem" w gardle. Do utworu przygotowano również świetny teledysk. Poza tym warto zwrócić uwagę na instrumentalne "Suicide & Redemption" oraz "My Apocalypse". Oprócz tych, na płycie dobre są raczej fragmenty niż całe utwory. Biorąc pod uwagę wszystko powyższe – ja wystawiam "Death Magnetic" ocenę 3-. Nazwa METALLICA, przez wzgląd na to co robili w latach 80, nadal do czegoś jednak zobowiązuje...
P.S. z tego co udało mi się wyczytać, autorem okładkowego zdjęcia jest Andy Grimshaw. Choć nie jestem na 100% pewny tej informacji.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz