Słowem o muzyce: KING DIAMOND "Abigail" (1987)
Według legendy, którą potwierdzał w wywiadach sam Kim Bendix Petersen, pomysł na fabułę "Abigail" po prostu... mu się przyśnił! Wybudzony ze snu przez grzmot pioruna, Petersen – wciąż tkwiąc jedną nogą w świecie sennej fantazji, postanowił jak najszybciej spisać na papierze swoje wizje. Co więcej, będąc w twórczym szale, na gorąco dopisywał kolejne pomysły i tak w tę jedną noc podobno wykoncypował większość historii. Błogosławione niech będą takie sny! Dzięki temu doszło do powstania najlepszej płyty w historii KING DIAMOND (band), jednej z najlepszych w całej (bogatej przecież) dyskografii samego Kinga Diamonda. Ale i to nie wszystko – "Abigail" to bez wątpienia jeden z najlepszych albumów w całej historii heavy metalu...
... tak, bo pomimo tego, że Diamentowego Króla generalnie kojarzy się z mrocznymi siłami, to przecież zawsze bazował on na heavy metalowym podkładzie muzycznym. Nie inaczej jest i w przypadku omawianego albumu, wydanego w roku 1987. Zaiste, jest to granie "mocniejsze" niż to, co na swoich krążkach prezentowało chociażby IRON MAIDEN, cięższe niż speed i power metalowe zrywy HELLOWEEN, ale przy tym całość muzyki z "Abigail" jest bardzo melodyjna. Z tym, że trzeba wziąć poprawkę na to, że wszystkie te gitarowe zagrywki, pasaże, riffy, harmonie, (obłędne) solówki są pomyślane tak by kreować i wzmacniać klimat! Klimat mroku, tajemnicy, strachu, horroru! Wisienką na torcie jest tu oczywiście niesamowity wokal Diamond'a. To co ten człowiek "wyrabia" ze swoim głosem jest po prostu oszałamiające!
Słychać, że muzycy z zespołu ciężko się nad "Abigail" napracowali. Jest to muzyka bardzo gitarowa – smakowitych riffów jest tu więcej niż kretynów na ul. Wiejskiej, dzielnie wojuje perkusista – Panowie co chwila coś zmieniają, sprawiając, że umysł słuchacza przechodzi w stan wrzenia. Ale też i skład na tej płycie był naprawdę bardzo dobry – King Diamond, Andy La Rocque, Michael Denner, Timi Hansen i Mikkey Dee wcześniej nagrali już wspólnie "Fatal Portrait", mieli więc czas, żeby dobrze się poznać. I na "Abigail" wznieśli się na o wiele wyższy poziom. Pomijając już wspomniane wokale, gitarowe riffy i solówki, interesująco rozpisane partie perkusji (nie, nie ma tu mowy o monotonnym waleniu w werbel na 4/4), każdy z utworów aż skrzy się od ciekawych pomysłów aranżacyjnych – tutaj akcentujący treść tekstu dźwięk dzwonu, tam sekwencja podniosłych w tonie instrumentów klawiszowych, gdzie indziej inkrustacja pasażem gitary akustycznej... Po tylu latach od kiedy poznałem ten krążek, nadal zachwycam się nim jak nastolatek!
Nagrania cechuje bardzo dobre brzmienie. Jak już napomknąłem, całość brzmi mocno jak na heavy metal, a jednak nie ma mowy o żadnym "spoglądaniu" na terytorium thrash metalu. Świetnie brzmi perkusja, a jak już zapewne wiecie, na tym punkcie jestem bardzo wyczulony...
"Abigail" była jednym z pionierskich (rzekomo nawet w ogóle pierwszym) konceptualnych albumów metalowych. I tak po prawdzie, choć siedzę w tym temacie już sporo lat, to faktycznie nie przychodzi mi do głowy zbyt wiele tytułów płyt z metalem, na których warstwa liryczna tworzyłaby zwarty koncept... Po wydaniu, krążek "wspiął się" na 123 lokatę listy Billoboard 200, co jak na nagrania o tak swoistym charakterze, odnotować należy jako sukces. No i nie zapominajmy, że... "to bez wątpienia jeden z najlepszych albumów w całej historii heavy metalu".
P.S. Ciekawostką jest, że wydano singiel promujący album, z utworem "The Family Ghost", do którego nakręcono nawet teledysk. Niestety, to co widzimy, nijak sie ma do "opowiadanej" śpiewem i muzyką fabuły... Na drugiej stronie winylowego singla zamieszczono utwór pt. "Shrine", który już wkrótce włączono do programu kompilacji "The Dark Sides".
P.S. 2 - za przygotowanie niezwykle sugestywnej i wspaniale wpisującej się ogólny klimat nagrań, okładki, odpowiedzialni byli pracownicy Studio Dzyan - Thomas Holm oraz Torbjorn Jorgenson.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz