Z historii muzyki: WILCZY PAJĄK "Wilczy Pająk" (1987)
Z moich nausznych doświadczeń wynika, że pierwszym w pełni thrash metalowym debiutem nagranym w Polsce był pierwszy (i właściwie jedyny) album zespołu WILCZY PAJĄK. Ale po kolei...
Jestem świadom, że powyższe stwierdzenie może się spotkać z oburzeniem wielu zainteresowanych, którzy podniosą larum, że przecież sporo wcześniej już można było cieszyć swoje uszy "jedynką" KAT'a. Tylko jak dla mnie, "666" (trzymam się polskiej wersji tego wydawnictwa) - choć uwielbiam ja bezgranicznie – nie jest płytą w pełni thrash metalową. No bo przecież takie utwory jak "Diabelski dom" (obydwie części) czy "Masz mnie wampirze" to nie jest thrash metal. Są na to zbyt melodyjne, zagrane zbyt "klasycznie" metalowo. Przypomina mi się od razu casus "Show No Mercy" SLAYER, który to krążek również ciężko zaklasyfikować jako stricte thrash metalowy...
... skoro kwestie stylistyczne mamy już wyjaśnione, wróćmy do debiutu Pająków... Nagrano go w roku 1987, w poznańskim Studio Giełda. Materiał opublikowano jeszcze w tym samym roku, ale jedynie na kasecie magnetofonowej (wydawcą była firma Polmark). Na okładce kasety widniało zdjęcie muzyków zespołu. Prawowitą edycją była ta z roku 1988 – winyl wydany nakładem Klubu Płytowego Razem. To wydanie od razu przykuwało wzrok dość nietypową jak na "metalowe" standardy, minimalistyczną, a przy tym sugestywną okładką. Ale to co najlepsze, zawarte zostało w rowkach czarnego krążka... Tak o tych nagraniach pisano w Thrash'em All nr 3/88: "WOLF SPIDER pragnie grać po "amerykańsku", ale własną muzykę. (...) Styl muzyki lawirujący gdzieś pomiędzy HELLOWEEN z pierwszego okresu działalności, a METALLICĄ jako wyznacznikiem amerykańskiego sposobu grania. (...) WOLF SPIDER posiada swój specyficzny styl gry oraz rzecz bardzo istotną – technikę, której bardzo często brakuje naszym thrash-metalowym zespołom". Gwoli wyjaśnienia – WOLF SPIDER to angielskojęzyczna forma nazwy zespołu, którą muzycy zaczęli używać wkrótce po wydaniu pierwszego albumu. A co do powyższego opisu muzyki poznaniaków, to generalnie "jestem za, a nawet przeciw"... Już śpieszę z wyjaśnieniami. Przede wszystkim, WILCZY PAJĄK grał mocniej niż METALLICA. I to nawet grając równocześnie o wiele bardziej technicznie niż to wówczas robili James i spółka... Od razu słychać, że Pająki bardzo mocno przyłożyli się do pracy kompozytorskiej – nawet w tych najkrótszych utworach sporo się dzieje – częste zmiany tempa, rytmu, motywów. Jednak, co szalenie istotne, w tym całym "technicznym szaleństwie" muzycy pamiętali o tym, żeby wszystkie elementy ich muzycznej układanki składały się w... po prostu dobrze brzmiącą całość. Jak pokazuje historia, wcale nie jest to takie oczywiste – ileż to słuchałem płyt wypakowanych po brzegi świetnymi riffami, które były jednak posklejane nieudolnie i bez pomysłu... W przytoczonych fragmentach recenzji płyty wspomniano również o grupie HELLOWEEN. Fakt, na debiucie WILCZEGO PAJĄKA słychać charakretycznie melodyjne zagrywki, ale pojawiają się one dosłownie kilka razy, może w trzech utworach, nie rzutują więc w żaden sposób na (do szpiku) thrash metalowy charakter muzyki... Wypada jeszcze podkreślić, że dodatkowego smaczku dodają płycie polskie teksty, które niewątpliwie radują serce każdego metalowca...
No właśnie... choć obecnie - od jakiegoś już czasu - stare nagrania WOLF SPIDER cieszą się coraz większym uznaniem, a wręcz zaczynają obrastać kultem (kult tyczy się zwłaszcza omawianego debiutu), to w momencie publikacji nie zostały zbyt ciepło przyjęte przez szerszą publiczność. Z rozmaitych wzmianek na ten temat, na które natknąłem się przez lata można wysunąć wniosek, że muzyczna propozycja WILCZEGO PAJĄKA była po prostu zbyt skomplikowana, jak na ówczesny – kształtujący się dopiero – gust młodych polskich metalowców. No bo przecież wielu z nich "otworzyło" uszy na techniczne granie dopiero dzięki albumowi "Human" zespołu DEATH, który wydano w roku 1991, wtedy kiedy WOLF SPIDER zakończył działalność...
Debiut WILCZEGO PAJĄKA nagrano w składzie: Piotr Mańkowski i Maciej Matuszak – gitary, Tomasz Goehs – perkusja, Mariusz Przybylski – gitara basowa, Leszek Szpigiel – śpiew. Dwaj ostatni nie zagrali już na kolejnym (z tych wydanych oficjalnie) albumie formacji. Leszek Szpigiel co prawda nagrał wokale do nowych utworów, ale... to już temat na inny wpis...
I jeszcze na zakończenie ciekawostka – do utworu "Zemsta mściciela" nagrano teledysk! Jak na ówczesne czasy, to naprawdę było coś...
P.S. za przygotowanie ikonicznej okładki do wersji winylowej, odpowiedzialny był Andrzej Brzezicki.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz