SEPULTURA "Beneath the Remains" (1989)
"...umiejętności muzyków rozszerzyły się znacznie. Na szczególną uwagę zasługuje znakomita praca sekcji rytmicznej, z bardzo dobrym pałkerem – Igorem Cavalera. Partie gitarowe też są więcej niż poprawne, co w połączeniu z nieźle wykorzystywanym wokalem daje thrash na przyzwoitym poziomie światowym" – tak wydaną 1989 roku, trzecią płytę długogrającą zespołu SEPULTURA, zatytułowaną "Beneath the Remains", zrecenzowano w Thrash'em All nr 2/89. Z perspektywy, które upłynęły od premiery tego krążka, można wręcz stwierdzić, że ocena wystawiona przez niejakiego Adriana, była i tak mocno powściągliwa...
... ale najpierw krótki rys historyczny. Otóż, w roku 1988, Max Cavalera, niekwestionowany lider SEPULTURY, zebrał się w sobie, a następnie zebrał pieniądze na zakup biletu lotniczego i udał się do U.S.A. Pokłosiem tej podróży stał się kontrakt płytowy, podpisany z Roadrunner Records. Szefostwo wytwórni postanowiło, że następny album Brazylijczycy nagrają z pomocą Scott'a Burns'a. Jednak przez wzgląd na oszczędności finansowe, zamiast ściągać czterech muzyków do studia Morrisound, producenta wysłano do Brazylii. Ten, zadowolony z możliwości odbycia podróży i po prostu ciekawy "kraju kawy", zgodził się na obniżenie swojego honorarium... Nagrania odbyły się w w drugiej połowie grudnia 1988 roku, w Nas Nuvens Studio, umiejscowionym w Rio de Janeiro. Muzycy zdecydowali się na nie dlatego, że podobała im się nagrana w tym miejscu płyta "Cabeça Dinossauro" formacji Titãs. Nagrywano głównie w godzinach nocnych – stały za tym nie tylko wspomniane już względy finansowe, ale również też to, że za dnia panował podobno straszliwy upał...
Z jednej strony, muzyka z "Beneath the Remains" to kolejny krok w procesie łagodzenia języka muzycznego SEPULTURY. Po death metalowej przeszłości nie zostało już śladu. To co słyszymy, to czysty chemicznie thrash metal, do tego całkiem melodyjny. Nie dajcie się jednak zwieść – nie ma mowy o żadnych miłych melodyjkach, które mogłyby stępić mordercze ostrze tej muzyki. Te melodie są ponure i "pokręcone", budują i wzmacniają klimat każdego z utworów, czyniąc je łatwiejszymi do zapamiętania. Po prawdzie, thrash "made by SEPULTURA" był brutalniejszy niż większość propozycji ich kolegów po fachu. Nawet stare wygi ze SLAYER nie grały aż tak "mocno". To na co jeszcze zwraca się uwagę już przy pierwszym odsłuchu, to umiejętności wykonawcze muzyków, które są na o wiele wyższym poziomie niż na "Schizophrenia". Wszyscy grają z imponującą wręcz precyzją, nawet w tych najszybszych fragmentach. A gdy już Max i jego kompani się rozpędzają, to nie ma zmiłuj...
Tym, co mnie osobiście od lat zachwyca w "Beneath..." jest to, że każdy z zawartych na niej utworów jest bardzo urozmaicony. Pozornie, w siedmiu z dziewięciu kompozycji wykorzystano podobny schemat – gwałtowne i szybkie otwarcie jest przełamywane bardziej klimatycznym i melodyjnym zwolnieniem, które następnie jest "rozrywane" kolejnym przyspieszeniem, itd. Jednakże to co się w nich "wyprawia" wyprawia, doprowadzić może do muzycznej ekstazy – "huraganowy" riff otwierający "Mass Hypnosis", refren "Slaves of Pain", gitarowa zagrywka na początku "Hungry"... Cały materiał wprost "ocieka" świetnymi riffami, jak usta polityków kłamstwami. Gitary rytmiczne tną jak kosy, a przy tym precyzyjnie jak skalpel. Uwagę słuchacza co rusz przykuwają solówki Andreasa Kissera (zwłaszcza ta w wymienionym już "Mass Hypnosis"), który wykazał się zarówno inwencją melodyczną jak i wykorzystaniem zróżnicowanych patentów. Na osobne słowa uznania zasługuje również Igor Cavalera, który prawie cały czas popisuje się wyczynową grą na dwie stopy – najwspanialszym przykładem jest otwarcie drugiej strony oryginalnego wydania, czyli "Sarcastic Existence". I tylko gitara basowa jakoś się nie wyróżnia ani nie wybija w miksie... A przy okazji mała dygresja i ciekawostka – partie basy zostały nagranie nie przez etatowego basistę grupy, czyli Paulo Jr, a przez Kissera...
Dwa pierwsze utwory z płyty skonstruowane zostały w nieco inny sposób niż pozostałe. Mianowicie, utwór tytułowy rozpoczyna się krótkim akustycznym preludium, po którym następuje dosłowny "strzał między oczy". Nie ma tu czasu na żadne zwolnienia, muzycy wprost pędzą przed siebie. Ale nie ma mowy o żadnym chaosie – wszystko ma swoje miejsce i kompozycyjne uzasadnienie. Swoją drogą – młodziaki z SEPULTURY podkradły pomysł na ten utwór od METALLIKI – posłuchajcie ponownie "Fight Fire With Fire" i "Battery". Zupełnie inną muzyczną opowieścią jest jeden z największych "przebojów" Brazylijczyków, czyli "Inner Self". Miarowy, bardzo rytmiczny początek, następnie akcja muzyczna i tempo przyspiesza nieustannie wraz z upływającym czasem...
Nagrywając "Beneath the Remains" muzycy postawili wszystko na jedną kartą. Wiedzieli zapewne, że jeżeli im się nie uda, to pozostaną tylko swoistą ciekawostką. Odnieśli jednak sukces, przebili się na rynek międzynarodowy oraz do świadomości miłośników metalu na całym świecie. Przy okazji zostawiając swoją brazylijską konkurencję już na zawsze z tyłu... Z biegiem lat "Beneath..." oceniana była coraz lepiej, by w kocu dorobić się miana thrash metalowego klasyka...
"Beneath the Remains" była jedną z pierwszych płyt metalowych jakie dane mi było usłyszeć. Ale minęło sporo czasu, zanim w pełni doceniłem jej walory. Od lat jest jedną z moich ulubionych w całej historii metalu, a słyszałem już niemało... Jeżeli jeszcze jej nie słuchaliście, to polecam z głębi mojego metalowego serca!!!
P.S. autorem wspaniałej okładki jest Michael Whelan.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz