Loreena McKennitt "Ages Past" (2022)


Mój niezaspokojony głód nowej muzyki oraz żyłka poszukiwacza już niejednokrotnie doprowadziły mnie do odkrycia prawdziwych skarbów. Kilka razy zdarzyło mi się też natknąć na zupełnie nieznane mi muzyczne światy. Takie, o których istnieniu nikt mi nie powiedział, na temat których nigdzie nie czytałem... Jednego z takich przełomowych dla mojej muzycznej wrażliwości odkryć dokonałem, gdy zupełnie przypadkiem natknąłem się na Panią o nazwisku Loreena McKennitt...

Jakąż to muzykę "tworzy" McKennitt, zapyta ktoś. Obecnie, z perspektywy lat, jej twórczość określa się jako "world music". Na dwóch pierwszych płytach była to przede wszystkim muzyka celtycka, która stopniowo była wzbogacana o elementy i wpływy muzyki z innych zakątków świata – Hiszpania, Bliski Wschód. McKennitt ma na swoim koncie dziesięć płyt studyjnych, z których każda została wydana przez założoną przez artystkę wytwórnię – Quinlan Road. Bardzo interesującym aspektem dotyczącym nagrań MacKennitt jest to, że bardzo często są inspirowane dziełami literackimi – między innymi pracami Shakespear'a, Williama Blake'a, Lorda Tennyson'a, by wymienić tylko kilka najpopularniejszych... Tyle teorii. Przejdźmy teraz do tego co najistotniejsze i najtrudniejsze – do próby opisania muzyki. A wiadomo, że "pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury", że pozwolę sobie zacytować klasyka...
Najważniejszy w nagraniach Loreen'y McKennit jest jej GŁOS. Tak, celowo pisany dużymi literami, bo to jeden z najbardziej niezwykłych i najwspanialszych GŁOSÓW we współczesnych dziejach ludzkości. Pierwszym utworem Artystki, jaki miałem przyjemność usłyszeć, był "Blacksmith" z jej debiutanckiej płyty. I od razu zachwyciło mnie to, z jaką sprawnością McKennitt porusza się między nutami, potrafiąc z mgnieniu oka gwałtownie zmienić modulację głosu i artykulację – sprawdźcie sami. Potrafi Ona oszołomić niezwykle czystym głosem, utrzymanym w wysokich rejestrach ("Prospero's Speech"), jak również wprawić w osłupienie niezwykle potężną emisją swojego głosu "vide "Ancient Pines")...
Ale nawet i ten głos nie wprawiłby mnie w taki czysto subiektywny zachwyt, gdyby nie jeszcze jedna "rzecz", dla mnie osobiście szalenie istotna... Jak już może niektórzy wiedzą – mam silną słabość (celowy oksymoron) do dobrych melodii, zwłaszcza tych utrzymanych w smutnej lub posępnej tonacji. Dlatego też przyznaję się, że nie przypadła mi do gustu całość twórczości McKennitt, a jedynie jakiś jej wycinek, utwory powybierane z poszczególnych płyt. I co jest najbardziej niezwykłe – najwspanialsze, najcudowniejsze melodie, które wydają się wręcz pochodzić z innego świata (chyba napomknąłem coś na ten temat wcześniej), Loreena McKennitt wyczarowuje swoim głosem... posłuchajcie chociażby wspomnianego już "Ancient Pines" – kto się przy tym nie wzruszy...
Reasumując – muzyka z płyt sygnowanych nazwiskiem Loreeny McKennitt nie ma nic wspólnego nawet z bardzo szeroko pojmowanym rockiem. Wykracza całkowicie poza wszelkie muzyczne terytoria, po których na co dzień się poruszam. Ale tym bardziej cenię sobie jej wartość. Jeżeli do tej pory nie zetknęliście się z tymi dźwiękami, to bardzo polecam i zachęcam do podjęcia tego ryzyka, jakie zawsze wiąże się ze spróbowaniem czegoś nowego...

I na koniec oczywiście lista utworów mojego osobistego "the best of..." Artystki:

1. Ancient Pines
2. Blacksmith
3. Caravanserai
4. Carrighfergus
5. Cymbeline
6. Dante's Prayer
7. Lullabye
8. Night Ride Across the Caucasus
9. Prospero's Speech
10. Spanish Guitars And Night Plazas
11. Tango to Evora
12. The Highwayman
13. The Lark in the Clean Air
14. The Old Ways

Komentarze

Popularne posty