SEPULTURA "Arise" (1991)


W 1991 roku wydana została najbardziej przełomowa dla kariery SEPULTURY płyta, czyli "Arise"... Ale po kolei...

Poprzedniczka "Arise", czyli wspaniałe "Beneath the Remains" uczyniło z SEPULTURY najgorętszy towar eksportowych Brazylii w dziedzinie metalu. Choć wówczas jeszcze Max i spółka czuli na swoich plecach oddech głodnej konkurencji, chociażby SARCOFAGO. Niemniej, "Beneath..." rozsławiło markę Brazylijczyków nie tylko wśród metalowej gawiedzi, ale zainteresowały się nimi również muzyczne periodyki na całym świecie. Ten niewątpliwy sukces sprawił, że SEPULTURA mogła nagrywać kolejną płytę znów przy asyście producenta Scotta' Burns'a, tym razem jednak zafundowano im sesję już bezpośrednio w mega popularnym wówczas Morrisound Studios na Florydzie. Podobno ROADRUNNER był na tyle hojny, że muzycy mogli np. Poświęcić cały tydzień na ustawienie brzmienia perkusji – innymi słowy warunki wręcz komfortowe jak na kolesi grających ekstremalny (jeszcze wówczas) metal...
W jakimś starym wywiadzie przeczytałem kiedyś, że po otrzymaniu nagrań, szefostwo ROADRUNNER'a, zorientowawszy się, jak dobry "towar" mają w rękach, zdecydowało o przesłaniu taśm do dalszej obróbki (miksowanie i mastering) do bardziej renomowanych placówek w New Jersey i Nowym Yorku. I różnicę faktycznie słychać – "Arise" brzmi o klasę lepiej niż produkcje ich kolegów nagrywane w tym samym Morrisound, z tym samym producentem (mam na myśli nawet uznawane za topowe płyty DEICIDE, CANNIBAL CORPSE czy DEATH).
Warto poświęcić kilka słów na rewelacyjny obraz zdobiący front okładki "Arise". Jego autorem jest Michael Whelan – ten sam, którego dzieło pt. "Nightmare In Red", mogliśmy podziwiać na "Beneath the Remains". Koszmarne COŚ, które widzimy na "Arise", to podobno ucieleśnienie Yog-Sothoth – istoty znanej z twórczości H. P. Lovecraft'a. Malowidło wprost oszałamia ilością szczegółów i tchnącym z niego szaleństwem. Niezmiennie, od wielu lat okładka "Arise" należy do moich ulubionych...
Zgodnie z oczekiwaniami i przewiydwaniami wszystkich zainteresowanych, "Arise" okazało się sporym sukcesem. Rzekomo już w następny dzień po zakończeniu nagrań, SEPULTURA wybrała się na trasę koncertową z OBITUARY i SADUS – Brazylijczycy występowali już w roli gwiazdy wieczoru. Najlepsze miało jednak dopiero nadejść... trzymiesięczne tournee u boku SACRED REICH i HEATHEN, wojaże po U.S.A wraz z NAPALM DEATH, SICK OF IT ALL i SACRED REICH (w ramach trasy New Titans On the Block), mini-trasa po Niemczech wspólnie z MOTORHEAD i MORBID ANGEL. W 1992 roku Ci nowi brazylijscy bohaterowie grali jako support najpierw przed Ozzym Osbourne'm, by później rozgrzewać publiczność przed występami MINISTRY i NINE INCH NAILS. Ogółem – w ramach "trasy" promującej "Arise", SEPULTURA zagrała około 200 koncertów, zaliczyła swój pierwszy występ w Polsce, nakręcono film z koncertu w Barcelonie (opublikowany później pt. "Under Siege (Live In Barcelona)")... Uff, całkiem sporo tego... I jeszcze kilka cyfr – "Arise" zadebiutowało na 145 miejscu amerykańskiej listy Billboard, by w końcu osiągnąć 119 lokatę. W roku 1992 muzycy otrzymali złotą płytę za sprzedaż 25 000 egzemplarzy "Arise" w Indonezji. Natomiast w roku 1993 sprzedaż tego tytułu w skali całego świata przekroczyła milion sztuk.
A co do samej muzyki, jaka znalazła się na "Arise"... No cóż, była to jedna z pierwszych płyt (no dobra – kaset) z muzyką metalową, jaką miałem przyjemność się raczyć. Nie mam pojęcia jak wiele razy jej słuchałem. Dlatego też na pewno nie jestem w stanie oceniać jej w pełni obiektywnie, nawet po tak wielu latach. Na pewno w stosunku do wspominanego już "Beneath the Remains" zmieniło się... niewiele i jednocześnie tak wiele. Generalnie SEPULTURA nadal grała w tym samym stylu – był to thrash metal, mocniejszy od bardziej mainstreamowych propozycji kolegów po fachu. Przesądzał o tym w dużym stopniu (choć nie tylko) chrapliwy wokal Maxa Cavalery, choć za błędne uważam nierzadkie próby podpinania tego co grała SEPULTURA pod nurt thrash / death. Muzyka z "Arise" na pewno pozbawiona była tego technicznego zacięcia, którym emanowały nagrania zamieszczone na poprzednim krążku. Większość utworów zdaje się być też bardziej świadomie i dojrzalej "skonstruowana" pod względem kompozycyjnym. Zadbano o to, żeby przynajmniej większa część utworów posiadała jakieś wyróżniające się elementy, zapadające w pamięć melodie, nietypowe rozwiązania aranżacyjne. Mamy więc na przykład najmocniejszy w zestawie, utwór tytułowy, który śmiało odwołuje się nawet do najwcześniejszych nagrań formacji. Mamy "Dead Embryonic Cells", któremu chyba najbliżej do przywoływanego już tak często "Beneath...", mamy intrygujące nowinki typu melodeklamacje na tle niepokojącego tła syntezatorów w "Under Siege" czy plemienne bębnienie we wstępie do "Altered State". Reasumując - dla mnie to jest po prostu klasyka metalu, którą mam we krwi i wyrytą na moim metalowym sercu. Od wielu lat już nie nagrywa się płyt tak przełomowych i ważnych. To już nie te czasy. To se ne vrati...

Komentarze

Popularne posty