JON HISEMAN "... who is about to play" (2022)
Dzisiaj "kilka" zdań o jednym z bardziej niedocenionych moim zdaniem perkusistów rockowych, jakim był Philip John Albert Hiseman. Był On bardziej znany miłośnikom muzyki jako Jon Hiseman i przede wszystkim z nagrań zespołu COLOSSEUM...
Początki profesjonalnej kariery muzycznej Hisemana sięgały połowy lat 60 XX wieku, kiedy to przewijał się przez składy takich legendarnych formacji jak Graham Bond Organisation (w której zastąpił Gingera Baker'a) czy John Mayall & the Bluesbreakers (z którymi nagrał płytę "Bare Wires"). Oprócz tego, jeszcze w latach 60 grał chociażby na solowych albumach Jacka Bruce'a czy dla szalonego Arthura Browna.
W roku 1968, Hiseman wraz z kilkoma starymi kolegami utworzyli COLOSSEUM, uważany za jeden z pierwszych i najistotniejszych brytyjskich zespołów jazz-rockowych. Jak dla mnie, to więcej tam było blues rocka, ale to temat na innego posta... Największym osiągnięciem tego zespołu była moim zdaniem "The Valentyne Suite", pochodząca z tak samo zatytułowanej płyty, wydanej w 1969 roku. Hiseman i jego kompani wyczarowali blisko 17 minutowe arcydzieło rocka progresywnego... zanim ten gatunek tak naprawdę się wykrystalizował. Słuchacz ma przyjemność cieszyć uszy ciągle zmieniającymi się tematami, suita podzielona jest na kilka części, wręcz spływa melodiami i motywami, które wwiercają się w pamięć już na zawsze – ot, chociażby niesamowite solo Dave'a Greenslade'a. Partie perkusyjne Hisemana są naprawdę interesujące, słychać, że jest sprawnym muzykiem, ale... sęk w tym, że jego gra jakoś specjalnie się nie wybija, bardziej podporządkowuje się on wiodącej roli pozostałych instrumentów.
Po zburzeniu pierwszego COLOSSEUM, Hiseman na krótki czas związał się z krautrockowym ET CETERA, z którym nagrał wydaną w 1972 roku płytę "Knirsch". Jeszcze w tym samym roku perkusista sformował zespół TEMPEST, z którym wydał dwie płyty. Na pierwszej z nich znaleźć można bardzo ciekawy utwór pt. "Brothers". Tutaj ewidentnie już słychać, że Hiseman mocno udoskonalił swój warsztat, dosłownie to on prowadzi pozostałych muzyków przez meandry skomplikowanego rytmu. Co najistotniejsze – Hiseman nie musi się popisywać żadnymi perkusyjnymi fajerwerkami, i bez tego jego gra jest naprawdę imponująca. Ciekawostką jest, że na debiutanckiej płycie TEMPEST na gitarze zagrał Allan Holdsworth, któremu jednak daleko było jeszcze do wypracowania swojego charakterystycznego stylu.
TEMPEST nie odniosło sukcesu i dokonało żywota jeszcze w 1974 roku. Niespokojny duch Hisemana nie dał mu jednak złożyć perkusyjnych pałeczek, i jeszcze pod koniec tego roku do życia powołane zostało COLOSSEUM II. Była to jazz rockowa machina wysokich lotów, kontynuująca w dużym stopniu spuściznę wczesnego MAHAVISHNU ORCHESTRA. I to właśnie nagrania COLOSSEUM II były w mojej opinii prawdziwym tour de force dla bohatera tego artykułu. Z jednej strony doprowadzał On słuchaczy do opadu szczęk grając bardzo skomplikowane rytmicznie rzeczy w iście oszałamiających prędkościach - ot, chociażby w takich utworach jak "Dark Side of the Moog", "Intergalactic Strut" czy "The Inquisition". Co więcej, wsłuchując się partie perkusji, ma się wrażenie, że Hiseman przez cały czas gra solówki, jednocześnie nie naruszając spójnego charakteru całości. Mistrzostwo... Ale nie był On "jednowymiarowym" perkusyjnym wymiataczem. Gdy kompozycja tego wymagała, potrafił zagrać w sposób bardziej stonowany i oszczędny, subtelniej – na przykład w "Am I" czy "Last Exit", choć i tutaj dzieje się całkiem sporo. Wypada dodać, że COLOSSEUM II dorobiło się trzech płyt długogrających, a jej filarami poza perkusistą byli gitarzysta Gary Moore i Don Airey grający na instrumentach klawiszowych. Przez skład przewinął się też basista Neil Murray... Te nazwiska robią wrażenie, prawda?
Już po "zburzeniu" drugiego COLOSSEUM, wszyscy muzycy z jego ostatniego składu wzięli udział w nagraniu iście niezwykłej płyty. Chodzi mianowicie o "Variations", wydaną w 1978 roku, pod auspicjami sławnego Andrew Lloyd Webbera. Problematyczny jest fakt, że we wkładce do albumu widnieje informacja, że w nagraniach wzięło udział dwóch perkusistów – oprócz oczywiście Hisemana zagrał też Phil Collins. Nie wyszczególniono jednak, kto zagrał w którym utworze. Dla zainteresowanych polecam z tego krążka "wariacje" (każda z kompozycji nosi tytuł "variation" z odpowiednim przyrostkiem numerycznym) 7, 8 oraz 11-15 (to jeden dłuższy utwór). Wśród muzyków mających okazję wziąć udział w nagraniach wspomnianego albumu znalazła się również Barbara Thompson, grająca na instrumentach dętych. Prywatnie była ona żoną Jona Hisemana.
W późniejszych latach Hiseman poświęcił się w dużym stopniu współpracy i nagrywaniu muzyki wraz ze swoją małżonką, ale na przykład w roku 1982 nie tylko mógł się pochwalić własnym studiem nagraniowym, ale również pierwszą solową płytą. Choć tak dla ścisłości, krążek pt. "A Night In the Sun" był firmowany przez Hisemana i brazylijskiego multiinstrumentalistę Marcio Montarroyos. Muzyka zawarta na wspomnianym albumie to już czystej próby jazz fusion. Bardziej rockowe partie gitary pojawiają się jedynie sporadycznie. Nie znam się za bardzo na tego typu graniu, ale odnośnie Hisemana mogę stwierdzić krótko i tylko tyle, że słychać, że wszedł na wyższy poziom grania. I tak naprawdę niestety, "A Night In the Sun" było ostatnim istotnym i naprawdę interesującym punktem w muzycznym CV Jona Hisemana. W dalszych latach swojego życia wciąż był aktywny muzycznie – czy to będąc podporą United Jazz and Rock Ensemble, czy też nagrywając nowe płyty i koncertując z odrodzonym "pierwszym" COLOSSEUM. Nie stworzył już jednak niczego równie frapującego i porywającego jak w latach 1969 – 1982...
Jon Hiseman zmarł 12 lipca 2018 roku, niespełna dwa tygodnie przed swoimi 74 urodzinami...
Poniżej lista moich ulubionych utworów z Jonem Hisemanem na perkusji:
1. The Valentyne Suite
2. Brothers
3. Dark Side of the Moog
4. Am I?
5. Intergalactic Strut
6. The Inquisition
7. Last Exit
8. Variations 7&8
9. Variations 11 - 15 (including "The Tributes")
10. Makenna Beach
11. Sunroof
P.S. autorem wykorzystanego przeze mnie zdjęcia jest Michael Putland. Zdjęcie należy obecnie do archiwów Getty Images.


.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz