DEVILYN "Anger" (1997)




W roku 1997 wydano jeden z najlepszych debiutów w historii polskiego death metalu... Za taki właśnie uważam płytę "Anger" tarnowskiego DEVILYN...

Po pierwsze primo, w roku 1997 death metal nadal jeszcze był terminem mocno "passe" na scenie metalowej. A wspomniana płyta była jedną z pierwszych jaskółek odrodzenia, które miało nadejść już wkrótce...
Po drugie, już po pierwszym przesłuchaniu krążka wiadomym jest, że muzycy DEVILYN bardzo mocno przyłożyli się do komponowania. W każdym z utworów sporo się dzieje, płyta jest naszpikowana imponującymi pomysłami jak kasza skwarkami...
Po trzecie, bardzo cieszył wówczas (i nadal sprawia radość), że debiutanci wystartowali z tak wysokiego poziomu. Nie tylko kompozytorsko, ale chodzi mi również o zdolności "techniczne" poszczególnych członków grupy. Nie oszukujmy się - muzyka z "Anger" jest mocno techniczna, pokręcona i połamana. Na pewno wśród kolegów wyróżniał się basista / wokalista Novy, który nawet dorobił się utworu na bas solo (no prawie). W ogóle w death metalu w tamtych czasach bardzo rzadko zdarzali się basiści grający w taki sposób. Kolejny plus na konto DEVILYN...
Po czwarte - kwestia na którą ja zwracam dużą uwagę... Ten materiał nadal brzmi bardzo dobrze. Wszystko jest bardzo selektywne / chirurgiczne / precyzyjne, lecz nie pozbawione prawdziwie death metalowego kopa. Nawet w roku 1997 w Polsce tak dobrze brzmiące płyty jeszcze nie były normą...
Co jeszcze mogę dodać od siebie? Ano chyba to, że DEVILYN juz nigdy nie przebił swojej "jedynki". Więcej, nigdy już nie "dobili" do poziomu swojego świetnego debiutu...
Reasumując - każdy miłośnik muzyki extremalnej w Polsce (ale mam nadzieję, że nie tylko) powinien znać "Anger" DEVILYN.

P.S. autorem okładki jest Tomasz Daniłowicz.

Komentarze

Popularne posty