Słowem o muzyce: KAT "666" (1986)


Niełatwo jest napisać cokolwiek mądrego czy chociażby składnego na temat jednej z moich ulubionych wszechczasów – "666" KATa. W dodatku, jest to płyta pomnik, jedna z najważniejszych w historii polskiego metalu. To Kostrzewski, Luczyk i reszta tej wesołej kompanii wprowadzili do języka tekstów polskich kapel metalowych satanizm (w bardzo szerokim ujęciu). Co równie ważne, "666" to pierwsza nagrana w Polsce płyta z tak ekstremalną muzyką. Dla jasności – debiut KATa nie jest płytą thrash metalową, albo jeszcze bardziej dosłownie – nie jest płytą thrashową sensu stricto. Do tej stylistyki z łatwością możemy przypisać pędzącego "Mordercę", powalającą "Wyrocznię", nieziemski "Czas Zemsty", może jeszcze "Czarne Zastępy". Reszta utworów z tego krążka to mroczny, demoniczny, ziejący satanizmem ale jednak heavy metal / speed metal.

Warto poświęcić kilka słów brzmieniu omawianego krążka. No bądźmy szczerzy – nie jest zbyt dobre, ujmując to bardzo delikatnie. A jednak to właśnie brzmienie – surowe, chropowate, mało klarowne w niektórych planach, brzmienie w którym trochę brak mocy, pasuje wprost idealnie do tych utworów. A może to po prostu ja nie jestem w stanie zdobyć się na obiektywizm? W końcu słuchałem tego materiału pewnie ze sto razy, śpiewając (no dobra, bez przesady...) razem z Kostrzewskim wszystkie te mroczne wersety... Czy wspomniałem już, że "666" to jedna z najważniejszych płyt w moim życiu? Jedna z pierwszych w dziejach mojego słuchania metalu...

Na przestrzeni lat, "666" doczekało się kilku różnych okładek. Ta oryginalna, z dzierżącym topór Katem jakoś niespecjalnie mnie przekonuje. Uwielbiam za to wersję jak na poniższym obrazie. Taki malunek został wykorzystany pierwotnie na kasetowym wydaniu z roku 1994, później jeszcze na wznowieniach Silvertonu i DBC.


Komentarze

Popularne posty