YES "Yessongs" (1975)


Jakiś czas temu miałem nieprzyjemność obejrzeć film koncertowy zespołu YES, zatytułowany "Yessongs". Zanim jednak przedstawię (i postaram się uzasadnić) swoją opinię, kilka szczegółów technicznych...

Film został skompilowany z fragmentów dwóch koncertów, które odbyły się w Rainbow Theatre w Londynie, w dniach 15 i 16 grudnia 1972 roku. Zespół promował wówczas płytę "Close To the Edge" – już w innym składzie niż ten, który nagrywał wspomniany album. Mianowicie, Billa Bruforda zastąpił Alan White. Poza nim na scenie występowali: Jon Anderson, Steve Howe, Chris Squire oraz Rick Wakeman. Reżyserem "Yessongs" był Peter Neal...
Podobno od podjęcia decyzji o przygotowaniu filmu koncertowego, do jego realizacji minęło niewiele czasu. To właśnie miało negatywnie wpłynąć na jego jakość i pierwotnie założono, że pozostanie jedynie prywatną pamiątką dla muzyków zespołu. Fragmenty filmu pokazano w programie "The Old Grey Whistle Test" w roku 1973. W całości obraz doczekał się swojej kinowej premiery 12 marca 1975 roku. Wiosną tego roku został wyświetlony w łącznie 21 miastach Stanów Zjednoczonych, które wówczas były postrzegane jako bardzo ważny rynek dla YES...
W poprzednim akapicie napomknąłem, że początkowo nie rozważano upublicznienia omawianych nagrań koncertowych. I chyba rozumiem dlaczego... Całość rozpoczyna się od niemrawego "I've Seen All Good People". Już na płycie był to po prostu koszmarek muzyczny, z tym ciągle powtarzanym, tytułowym zaśpiewem. W wersji koncertowej wypadł jeszcze gorzej – muzycy byli chyba zmęczeni, grali bez żadnej werwy, jakby od niechcenia... Następny w kolejce jest inspirowany muzyką country, wątpliwej jakości solowy popis Howe'a – "Clap"... I faktycznie, w tym momencie było już blisko artystycznej klapy... Dwie kolejne pozycje w filmowy menu to "And You And I" oraz "Close to the Edge" – w studyjnym oryginale obydwie należą do najlepszych dokonań zespołu. Niestety – nie w tym wykonaniu. Mogę jedynie powtórzyć przytoczone wcześniej zarzuty – brak jakiejkolwiek werwy w wykonaniu, muzycy tez ledwo ruszają się na scenie. To wrażenie potęguje równie niemrawy montaż nakręconych scen... Nudne to wszystko jak flaki z olejem. I gdy już pytałem sam siebie – dlaczego ja to sobie robię, nastąpił w końcu jakiś przełom...
Gdy Rick Wakeman zabawia publiczność fragmentami swojej płyty "The Six Wives of Henry VIII", muzyka nabiera w końcu werwy. W tych keyboardowych popisach wyczuwa się rockowy nerw... Adekwatnie do muzyki, również i warstwa wizualna staje się bardziej dynamiczna. Taki przyjemny dla ucha i oka stan rzeczy utrzymuje się także w "Roundabout" oraz "Yours Is No Disgrace". Muzycy są wyraźnie ożywieni. A wtedy... koncert się kończy!
W roku 1985 wydane zostało na kasecie VHS, w 1997 na DVD, a w roku 2012 na płycie Blu-ray. Ja obejrzałem "Yessongs" na Netflixie... Ale Wam szczerze odradzam. Po prostu szkoda Waszego czasu. No i pamiętajcie, że tego nie da się odzobaczyć, a niesmak może pozostać z Wami już na zawsze. Niemniej, jeżeli oglądaliście omawiany film, dajcie mi znać w komentarzach, co o nim sądzicie.

Komentarze

Popularne posty