Bez wątpienia, do spektakularnego sukcesu IRON MAIDEN w lata 80 przyczynił się również Derek Riggs. Tworzone przez niego okładki albumów i singli zespołu momentalnie przyciągały wzrok kolejnymi wcieleniami i mutacjami ikonicznej już maskotki zespołu – Eddie'go. Postać ta sprawiła, że Maideni byli grupą o wiele lepiej rozpoznawalną i zapamiętywaną niż wielu ich konkurentów. Prace Riggsa na pewno skusiły niejedną osobę do zapoznania się z muzyką Ironów, a z kolei niezliczone rzesze ich fanów wydawały niemałe pieniądze na koszulki, programy koncertowe i rozmaite inne gadżety związane z zespołem. A wszystko to nie tylko ze względu na świetną muzykę – która oczywiście była najistotniejsza, ale również przez wzgląd na graficzne dzieła Dereka Riggsa.
Po wielu, wielu latach obcowania z nagraniami Iron Maiden i kontemplowania okładek ich płyt, stwierdzam obiektywnie, że najwspanialszą pracą Riggsa jest okładka do albumu "Somewhere In Time". Zaznaczę od razu, że największe wrażenie robi oglądanie całego obrazu (tak, w tym przypadku jest to słowo jak najbardziej adekwatne), tzn. przedniej i tylnej strony okładki. Ta zaś wprost oszałamia nie tylko ilością rozmaitych detali i precyzja w ich przedstawieniu, ale chyba przede wszystkim wieloma odniesieniami do przeszłości IRON MAIDEN...
... z tych bardziej oczywistych odwołań mamy naddarty plakat z obrazkiem z pierwszej płyty zespołu. Nad plakatem widnieje nazwa ulicy – jesteśmy na Acacia Avenue. Na rewersie okładki widzimy m. in. Spadającego Ikara ("Flight of Icarus"), piramidy ("kłania" się oprawa graficzna albumu "Powerslave"), na dalekim planie można dostrzec samolot a pod nim neon reklamujący Aces High Bar (tutaj sprawa jest oczywista), elektroniczny zegar pokazuje godzinę 23:58 (czyli "2 Minutes To Midnight"). I pozwolę sobie na dokładkę wskazać kilka spośród tych mniej jednoznacznych nawiązań: widniejący na (chyba) na moście napis "Websters" to nawiązanie do osoby Charlie'go Webstera, dyrektora artystycznego EMI. Na okładce pojawiły się nazwy "miejscówek", w których IRON MAIDEN grali koncerty: Ruskin Arms, Rainbow (Theatre), L' Amours, Marquee, Long Beach Arena. Uważne osoby dostrzegą nazwę ulubionej drużyny piłkarskiej Steve'a Harrisa – West Ham United. Gdy jeszcze bardziej wytężymy wzrok, wśród wszeobecnych na okładkowym malunku neonów dostrzeżemy chociażby logo Sand Dune nightclub and grill – to odniesienie do "To Tame a Land" (którego tekst był inspirowany powieścią "Dune" Franka Herberta); Phantom Opera House; Maggies Revenge (nawiażanie do okładki singla "Women In Uniform"); Ancient Mariner Seafood Restaurant (wiadomo o co chodzi); Tehe's Bar to miejsce, gdzie nagrywano grupowe zaśpiewy do piosenki "Heaven Can Wait". Co jeszcze... minumse tego wspaniałego malunku są postaci muzyków zespołu, które nie wypadły zbyt efektownie. No ale najważniejsze, że ten minus nie przysłania plusów. Poza tym i tutaj można wskazać co najmniej dwie ciekawostki – rysunkowy Nicko ma na głowie okulary pilota z tego prostego powodu, że już wówczas mógł pochwalić się licencją pilota. Z kolei Bruce trzyma w dłoniach mózg...
Reasumując – okładka "Somewhere In Time" to wizualne arcydzieło, którym ozdobiono jedną z najlepszych płyt w dorobku IRON MAIDEN.
Komentarze
Prześlij komentarz