
Miłośnicy death metalu, którzy zasłuchiwali się w nim jeszcze w czasach demówkowych, a nawet w Złotej Erze tego gatunku, są już osobami co najmniej w średnim wieku. Tak, czas leci i nawet Śmierć się starzeje... A jednak, pomimo tego, że od narodzin tego gatunku minęło już ponad 30 lat, to nadal nierozstrzygnięta pozostaje kwestia, kto jako pierwszy zagrał w tym stylu... Zdania są podzielone. Wielu wskazuje na duet Chuck Schuldiner / Chris Reifert, którzy wypuścili na świat potwora pt. "Scream Bloody Gore". Inni sięgają głębiej i przekonują, że praojcami gatunku są goście z POSSESSED, którzy w 1985 zaszokowali metalowy światek swoim debiutem, "Seven Churches". Zadeklarowani zwolennicy taśm demo przywołują z kolei osobę Paula Speckmann'a, który pod szyldem MASTER opublikował pierwszą demówkę również w roku 1985... Od lat zadziwia mnie jednak fakt, że w tych dysputach o początkach death metalu nikt nie wspomina zespołu SEPULTURA, który we wspomnianym już dwukrotnie roku 1985, wydał swoją debiutancką EP, zatytułowaną "Bestial Devastation". Taak, te nagrania faktycznie musiały wówczas dewastować narządy słuchu...
Całość otwiera krótkie intro, w którym w iście niezwykły sposób uzyskano "efekt" growlingu... Mówi się, że to Kam Lee zapoczątkował ten typ "śpiewu", ale czy na pewno? We wczesnych nagraniach SEPULTURY zasłuchiwał się choćby wspomniany już Chuck Schuldiner. A skoro on je znał, to na pewno i wielu innych w podziemiu cywilizowanego świata też miało z nimi styczność... Słuchamy dalej – utwór tytułowy. Początkowy riff pięknie nawiązuje do thrash metalowych wzorców. Ale właśnie – tylko nawiązuje. Bo brzmi to wszystko o wiele bardziej brudno i chropowato. Bo gitarzyści wymiatają tu szybciej niz nawet kolesie ze SLAYER, Również młodziutki Igor Cavalera wystukuje iście sprinterskie tempa. Dopełnieniem całości jest wokal Maxa Cavalery – nie jest to growling, ale na pewno brzmi o wiele brutalniej niż jakikolwiek inny z ówczesnych thrash metalowych wokalistów. Następny w kolejce jest "Antichrist" – juz początek jest imponujący, bowiem ataktuje nas ni mniej ni więcej, tylko perkusyjny blast! Gitarowe riffy brzmią tak, jakby najbardziej chore fantazje gitarzystów SLAYER pomnożyć razy 10.... Antychryst z Brazylii jest istota o wiele groźniejszą i bardziej bezlistosną niż ten z debiutu SLAYER... W tym też utworze mamy fragment, w którym na tle perkusyjnych blastów (znowu) ktoś "wycina" totalnie pojechaną gitarową solówkę... Numer cztery na EP to "Necromancer". Od zawsze uważam go za najsłabszy fragment tego materiału, ale i tutaj gitarowe riffy są czymś, czego nie grali nawet opętańcy ze SLAYER czy POSSESSED... Po prostu SEPULTURA miała wówczas najwieksze stężenie "śmierci" na riff kwadratowy... Max osiąga tutaj naprawdę "chore" rejestry swoim głosem... No i na sam koniec mamy prawdziwą perełkę, czyli "Warriors of Death". Utwór mocno wyróżnia się na tle pozostałych – kompozycyjnie jest bardziej urozmaicony, a do tego bardziej składnie ułożony. Rozpoczyna się krótkiego perksyjnego galopu, po kórym dostajemy po głowie wspaniałym, szybkim i mrocznym riffem. Tych jest zresztą w tym utworze jak w dobrej kaszy skwarek, że zacytuję klasyka... Wisienką na torcie jest wolniejszy, środkowy fragment, okraszony gitarową solówką zagraną tappingiem. Piekielnie cudowny utwór...
Dlaczego moim zdaniem "Bestial Devastation" było bardziej death metalowe niż "Seven Churches" POSSESSED. Powodów jest conajmniej kilka. Otóż, POSSESSED jednak wyrażniej stali jedną muzyczną nogą w thrash metalu. Muzycy SEPULTURY nie mogli im dorównać umiejętnościami technicznycmi, dlatego w ich muzyce słychać jedynie odniesienia do wspomnianego gatunku. Nomen omen, te skromniejsze zdolności gry na instrumentach wyszły im w tym przypadku jedynie na dobre. A choć nie byli w stanie zagrać tak technicznie jak ich koledzy po fachu z U.S.A., to nadrabiali to osiągając prawdziwie zawrotne prędkości... Istotna jest kwestia brzmienia. I tu też, fakt, że młodzi Brazylijczycy mogli jedynie pomarzyć o takich mozliwościach rejestracji materiału, jakie mieli goście z POSSESSED, to mizeria 8-ścieżkowej konsolety w J.G. Estudios, z perspektywy lat dodaje "Bestial Devastation" jedynie surowego i brutalnego uroku. No a tak po prawdzie, jak na tamte czasy i realia, to debiutancka EP SEPULTURY brzmi... całkiem dobrze. Kolejnym aspektem, który decyduje o przewadze SEPULTURY nad POSSESSED, są pojawiające się dosyć częsdto i gęsto perkusyjne blasty. Wiadomo, że nie jest to jeszcze ten stopien intensynwności do jakiego dobił Mick Harris w NAPALM DEATH, ale jednak nikt wcześniej, ani nawet w roku 1985 blastów nie grał. Max Cavalera również wyoracował sobie o wiele bardziej mocny, bardziej chropowaty i w rezultacie bardziej zbliżony do póżniejszego death metalowego kanonu wokal niż Jeff Becerra...
Ecj, jak zwykle się rozpisałem. Reasumując – "Bestial Devastation" to pozycja obowiązkowa dla każdego zagorzałego miłośnika extremalnego metalu. Tak hartowała się stal...
P.S. autorem okładki jest Sérgio Oliveira.
Komentarze
Prześlij komentarz